Pieczone jabłka z bezą

Posted: 17 stycznia, 2013 in Gotowanko

Obrazek

Składniki, 4 porcje:

– 8 kiwi
– 3 łyżki miodu
– 1 łyżeczka przyprawy piernikowej
– 4 nieduże jabłka
– 1 białko jaja
– 4 łyżki cukru

Przygotowanie:

Piekarnik nagrzać do 200 stopni. Wymieszać kiwi (owoce pokroić w kostkę) z miodem i przyprawą piernikową. Ściąć górne części jabłek wraz z korzonkami i nożem wydrążyć gniazda nasienne. W połowie wysokości i dookoła każdego jabłka zrobić nacięcie (dzięki temu nasze jabłka nie będą zniekształcone ani popękane.). – Jabłka ułożyć na papierze do pieczenia i wypełnić mieszanką z kiwi i miodu. Piec przez 25 minut ( jeśli jabłka są bardzo duże należy je piec dłużej-około 40 min). – W trakcie pieczenia ubić pianę z białka i wciąż miksując dodawać stopniowo cukier, aż uzyskamy błyszczącą i gęstą pianę. Włożyć ją woreczka foliowego z wyciętą dziurką w jednym rogu. – Jabłka wyjąć z piekarnika, temperaturę podnieść do 240 stopni. Wycisnąć pianę na każde jabłko robiąc tzw. spiralę. Piec przez kolejne kilka minuty lub do czasu aż beza lekko się zezłoci. Podawać gorące, życzę SMACZNEGO 🙂

Jednogarnkowy smakołyk w 30 min

Posted: 17 stycznia, 2013 in Gotowanko

Składniki:
-1/2 opakowania razowego makaronu
-500 g mielonego mięsa
-2 marchewki
-1 cebula
-2 ząbki czosnku
-kilka pieczarek
-łyżka przecieru pomidorowego
-ser żółty do posypania
-oliwa z oliwek
-natka pietruszki(do posypania)
-papryka(do zdobienia)
-kurkuma(do zdobienia)
sól, pieprz, bazylia, oregano

Przygotowanie:

Cebulę pokroić w kostkę.Marchewki obrać i zetrzeć na tarce,na grubych oczkach. Pieczarki umyć i obrać, a następnie pokroić w plasterki. Na patelni rozgrzać łyżkę oliwę z oliwek. Wrzucić pieczarki,marchewki, cebulę i wyciśnięte dwa ząbki czosnku, dodajemy również łyżkę przecieru pomidorowego(na końcu). Dusić do miękkości. Na patelni podsmażyć mięso (doprawić je wedle uznania). Wymieszać w garnku pieczarki z mięsem. Doprawić solą, pieprzem, suszonym czosnkiem. Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Odcedzić. Wymieszać w garnku z mięsem i pieczarkami,marchewką i cebulą. Potrzymać przez chwilę na małym ogniu. Doprawić suszoną bazylią, oregano, tymiankiem etc. I w zasadzie nasze danie jest już gotowe… Gotowe danie zdobimy kawałkami papryki,kurkumą, posypujemy żółtym serem i natką pietruszki. Smacznego 🙂

Obrazek

Taki delikatny stresik- poród tuż,tuż

Posted: 8 stycznia, 2013 in LiFe

Mija kolejny tydzień ciąży i człowieka zaczyna dopadać stres, taki niekoniecznie męczący ale dający do myślenia. Bo tak naprawdę już za chwilę, za momencik pojawi się na świecie NASZA córeczka. Istota stworzona dzięki naszej miłości, istotka,która będzie potrzebowała takiej bezinteresownej, cierpliwej, łaskawej miłości…

Nie martwię się o to czy sobie poradzimy, bo musimy sobie poradzić,z reszta oboje jesteśmy zaradnymi ludźmi. Bardziej chodzi o to, że mam tak wygórowane względem siebie wymagania. Nie chce być dobra matką, chce być najlepszą matka jaka mogłaby się przytrafić mej córeczce.A to wszystko zacznie się już za chwilę. Sporządzam sobie listy ze sprawami do załatwienia, z rzeczami, które jeszcze muszę kupić, chciałabym by wszystko było zapięte na ostatni guzik.Stres towarzyszy mi poprzez podejście mojego Ukochanego bo mam  czasami wrażenie, że podchodzi do tego za bardzo na luzie. Jednak nie mogę mu dyktować tego jak ma podchodzić, poza tym może też to przeżywa na swój, taki indywidualny sposób-taki typowo męski. Z drugiej znowu strony gdyby tak przeżywał jak ja, pewnie byłabym jeszcze bardziej zdołowana- tak,tak jestem kobietą sama nie wiem czego chcę… Kolejnym aspektem, który chyba najbardziej mi w tym momencie doskwiera jest fakt,że nasz kochany ZUS już od ponad miesiąca nie wypłacił mi pieniążków jakie mi się należą, tłumacząc się nieprawidłowościami, wynikającymi z mojego wcześniejszego miejsca pracy. w sumie wszystko już jest wyjaśnione i stosowne pismo do mnie dotarło, natomiast sam fakt, czystego konta jeszcze teraz przed narodzinami trochę mnie dołuje. Nie chodzi o to by wydawać pieniądze,ale mieć poczucie bezpieczeństwa,że ta kasa na koncie jest. Po prostu chciałabym pod tym względem czuć stabilizację…a później jak już wszystko załatwię i będę miała pewność ,że wszystko jest tak jak należy mogę zacząć rodzić 🙂

 

Obrazek

Jeszcze chwile temu zwariowana spontaniczna dziewczyna z wieloma marzeniami. Niesamowicie rozrywkowa,przebojowa nie żałującą sobie używek różnego rodzaju. Bardzo wierna zasadzie CARPE DIEM… Nieposłuszna, waleczna,niegrzeczna, nieokrzesana i taka która z moralnością nie miała nic wspólnego. Teraz wszystko się zmieniło, dzięki Tobie Kochanie i dzięki temu maleństwu,które stworzyliśmy własnymi siłami i które nosze pod serduchem…Czy moja zmiana jest tą zmiana na lepsze? Zdecydowanie!!! Chyba tak naprawdę teraz z perspektywy czasu mogę stwierdzić,że to moje dotychczasowe życie było szukaniem po omacku tego lepszego, szczęśliwego życia, życia dla kogoś komu zależy stara się i może też oczekuje ode mnie zaangażowania.Jednak nie żałuje tego co do tej pory przeżyłam i jak przeżyłam to życie,bo gdyby nie tych miliony błędów nigdy nie doszłabym do takiego rozumowania i podejścia jakie mam teraz. Więc jeśli miałabym komukolwiek dawać jakieś rady…powiedziałabym żyj tak jak czujesz…jeśli masz głowę na karku przyjdzie taki moment,że pojmiesz na czym polega proza życia. Z dnia na dzień będziesz potrafił, potrafiła odkreślić pewne sprawy grubą kreska by żyć rozważniej,nie tylko dla samej/go siebie ale tez dla ludzi,których kochasz i się dla Ciebie liczą.

Ja znalazłam swoje szczęście mam dla kogo żyć i chcę,tak bardzo chcę żyć…

 

szczescie_mm

Krupnik

Posted: 20 listopada, 2012 in Gotowanko

Zacznę od tego,że krupnik to dla mnie smak dzieciństwa…Do najstarszych osób jeszcze nie należę,ale krupnik robiła mi tylko moja babcia jak spędzałam u niej wakacje i nigdzie więcej nigdy go nie jadałam. A od dnia wczorajszego chodził za mną ten krupnik, więc się zdecydowałam na jego zrobienie choć prawda jest taka ,że babciny krupnik zawsze jest tym naj…:D

A więc zacznę od składników:

100g kaszy jęczmiennej

2 kostki rosołowe

dwie nóżki z kurczaka( po spełnieniu roli w zupce,przeznaczę je na drugie danie)

3 duże ziemniaki

pietruszka,seler,marchew,cebulka

garść koperku

olej

jeden ogórek kiszony(szczerze nie wiedziałam,że się daje natomiast zupka wtedy nabiera specyficznego smaku i zapachu,ale nie mylić z zupką ogórkową, jeden ogórek nie ma takiej mocy)

śmietana(kwestia gustu,mi wystarczyła szklanka)

oraz: przyprawy(pieprz, sól, magi w moim przypadku)

Przygotowanie:

Zagotowujemy ok. 2 litrów wody z wcześniej wspomnianymi nóżkami, i postępujemy tak jak podczas gotowania rosołu. Należy oczyścić bulion z szumowiny jaka się może wytworzyć podczas gotowania kurczaka. Jak już wywar będzie klarowny dodaję kostki rosołowe i przepłukaną kaszę jęczmienna i gotuję na małym ogniu.Jak nóżki będą miękkie wyciągam je i zostaje przy gotowaniu kaszy.W tym czasie obieram ziemniaki,kroję je w kostkę i wrzucam do osobnego garnka by je ugotować. Nie robię tego razem z kaszą by zupa nie miała posmaku ziemniaczanego. Resztę warzyw tzn: cebulę,marchewkę,seler,pietruszkę obieram i ścieram na tarce,tylko cebulkę kroję w drobną kostkę. Tak przygotowane warzywa podsmażam i jak się zeszklą dodaję do zupy.Następnie dodaję, zgotowane ziemniaki, oraz starty jeden ogórek na grubych oczkach również do zupy. Gotuję tak by wszystko było miękkie ale nie rozgotowane. Końcowym krokiem  jest dodanie śmietany do zupy(zawsze miałam z tym problem,ale od jakiegoś czasu do śmietany dodaję gorący wywar i energicznie mieszam i wtedy dodaję do zupy) oraz przyprawiam wedle uznania posypując na samym końcu koperkiem.

W tak oto szybki sposób( bo zrobienie zupki zajęło mi pół godziny) na pierwsze danie  i co najprzyjemniejsze, przypomniałam sobie tamte,fajne beztroskie czasy u babci. Kiedy tak na prawdę kompletnie nie myślałam  o tym,że kiedyś  sama będę robiła takie czy inne dania swojej rodzince. Mam nadzieje,że mężusiowi  i córeczce, która już za 3 miesiące pojawi się na świecie też będzie smakowała ta potrawa:D

Ps: Serdecznie polecam każdemu ten przepis. SMACZNEGO 🙂

No to,żeby temat wyczerpać do końca…Bywa tak,że pewne sprawy sobie wyobrażamy oczywiście najkorzystniej dla nas. Wychodzę z założenia,że trzeba być egoistą,że powinniśmy siebie dobrze traktować i osoby nam najbliższe. Stąd mowa o tych wyobrażeniach…no ale jak to bywa z wyobraźnią spotyka się w końcu z rzeczywistością i okazuje się,że te dwie rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego.

A więc przyszło mi dzielić życie z cudownym mężczyzną jednak rodziny to on sobie nie wybierał…Nam natomiast przyszło mieszkać z jego rodziną. Wiadomo życie do najłatwiejszych nie należy,a jeśli chodzi o kredyt na 30 lub więcej lat,troszkę się boję,tym bardziej,że już dziecko na horyzoncie.No i tak żyjemy sobie u nich w domu ale mamy „swoje mieszkanie”. Niby przed ślubem rozmawialiśmy o tym jak dużo swobody i prywatności będziemy mieli. To odnośnie tych wyobrażeń…Miało być ładnie, pięknie po naszemu i na tym można by zakończyć .Teraz realia, brak porozumienia z teściową, ciągłe angażowanie męża w ich sprawy firmowe i rodzinne. Brak takiej swobody o jakiej bym marzyła w sprawach gotowania. Nie wiem czy to wynika z tego,że chcą nam pomóc czy nie potrafią zdać sobie sprawy,że jesteśmy dorośli i że musimy sobie dawać radę sami, bez ich pomocy i ingerencji jeśli nie mamy takiej potrzeby.A damy sobie bez nich radę,zdecydowanie.Wiadomo są sytuacje,że należy  podziękować,chociażby za pieniążki na wesele. Mieli rodzice gest, chcieli nam zafundować ten wspaniały,najwspanialszy dzień w życiu. Chapeau bas w ich kierunku. Jednak na tym powinno się zakończyć ich trucie nam dupy…Tym bardziej,że tak wiele przeżyli i mieli prawo przeżyć swoje życie po swojemu i nam niech dadzą żyć po swojemu.

Zbliża się poród wielkimi krokami, bo to już bliżej niż dalej,a mnie martwi to czy mój mąż będzie przy mnie kiedy będę go potrzebowała albo nasza NIUNIA, czy akurat wtedy nie okaże się,że inne sprawy są ważniejsze, albo pilniejsze związane z jego rodziną.I nie jestem hipokrytką,która usiadła na rodzinę męża,bo ja też mam swoją rodzinę,większą niż mąż. Jednak nie są nieodzownym elementem naszego życia. Są jak dla mnie cudownym dodatkiem…Pomogą kiedy trzeba,doradzą i wysłuchają ale nie są broń Boże obciążeniem, kulą u nogi itd. Tak więc podsumowując moje marudzenie i żalenie się…bo chociaż tutaj z siebie wyrzucę to co mnie boli.W momencie składania przysięgi w kościele nie wyszłam za mąż tylko za mojego męża,ale również za całą jego rodzinę.Mam tylko nadzieje,że to się zmieni…albo ja zacznę o pewnych sprawach mówić WPROST, mimo,że nie będzie to najgrzeczniejsza mowa.

W ramach odreagowania stresu,przenoszę się teraz do mojego świata…świata kuchni i  zrobię jakiś deseeer:) Chociaż to będzie zrobione po mojej myśli i według moich wyobrażeń…

Teściowa…jak ja to kocham!!!

Posted: 14 listopada, 2012 in LiFe

Przychodzi taki moment w życiu człowieka,że w jednej chwili otrzymuje „cudowny” dar od Boga, jeśli oczywiście wszystko jest tak jak powinno być. Mianowicie po ślubie otrzymujemy  pakiet rodziców gratis. I tak jak w moim przypadku teść czyt. ojciec rewelacja, natomiast teściowa czyt.mama już nie do końca taka radość.Do tej pory nie miałam potrzeby ani czasu,żeby się nad tym wszystkim zastanawiać. Jednak teraz mieszkając z teściowa pod jednym dachem, niestety ale musiałam troszkę podumać nad tą materią. Zastanawia mnie to np. czy kobieta ta nie cierpi mnie tak jak to czuje dlatego,że odebrałam jej jedynego synka,którego z resztą kocham na zabój, czy wynika to z tego,że tak bardzo się różnimy…Czy ta wzajemna niechęć,bo nie ukrywamy tego przed sobą wynika z tak już dawno przyjętej niechęci teściowej do synowej,tak po prostu,bo taki jest stereotyp czy tylko i wyłącznie dlatego,że tak bardzo jesteśmy inne pod względem charakteru,wychowania wyniesionego z domu czy choćby priorytetami?! Nie wiem…nie chcę się dowiedzieć nie mam ochoty usiąść i opowiedzieć o tym co mnie boli. Bo teściowa nigdy moja mamą nie będzie i tak na prawdę muszę choć niekoniecznie bym chciała ją tolerować. Wszystko to jest do przeżycia,przegryzienia natomiast najgorzej kiedy przychodzi moment,że trzeba jednak porozmawiać i powiedzieć MAMO. No kurwa…Całe życie mamy jedna mamcię i jednego tatuśka,a tu z dnia na dzień przychodzi mi mówić do obcego człowieka MAMO.Wiem jedno,nigdy spontanicznie mi to nie przyjdzie,nigdy nie zrobię tego z przyjemnością. Proste jak budowa cepa…jak amen w pacierzu, koniec, kropka.